piątek, 24 stycznia 2014

może i potrzebuję tej chorej pomocy?

Jejku, jak się dziwnie czuję. Nie jest już jak kiedyś. Nie ma do kogo się przytulić. Czy za tym tęsknię? Tak, i to cholernie. Pierwszy raz poczułam, że ktoś jest tak dla mnie ważny. A za chwilę tej osoby nie ma. o boli. Ale trzeba żyć dalej. Tak szczerze mówiąc nigdy jeszcze nie miałam trak złamanego serca. Robi się już późno, a mnie bierze na wylewanie uczuć. No zajebiście.
 Nawet płakać mi się nie chce. Nie wiem, za dużo może ich już wypłakałam? Ale płakanie mi pomaga. Tylko, że łzy już nie chcą lecieć. Może i próbuję poprawić sobie humor jakimiś wesołymi piosenkami, ale to nic nie daje. Bo dlaczego ja nie mogę być szczęśliwa? Nawet na te tematy nie pogadam z Krzyśkiem. Z nikim, oprócz Miki i Zuzy. Nienawidzę rozklejać się przy innych. Nienawidzę mówić o swoich uczuciach! To jest dla mnie takie upokarzające, czuję jakbym się poddawała. A tak na prawdę trzeba być silnym i nie pokazywać tego co ma się w środku. Bo jak się pokarze tą słabszą stronę, to może Cię zniszczyć. A ja nie wiem czy wytrzymam, jeżeli popełniłam błąd mówiąc o swoich uczuciach innym. Boję się z każdym dniem, że coś mnie powali, że popadnę w jakąś cholerną depresję czy coś.Ej, no bo tak powinno być, że boimy się swoich uczuć? To jest normalne, że okłamujemy się z dnia na dzień. No kurwa nie. Chciałam żyć normalnie. Ale przyszła miłość. I rozwaliła moje wszystkie marzenia. Łzy zaczynają cisnąć się do oczu. W pewnej chwili dam im upust. Bo ile można udawać, że jest fajnie? W dzień się uśmiechamy, a później przychodzi noc. I możemy ściągnąć swoje maski. To w nocy widać moją prawdziwą twarz. Przy ludziach próbuję być szczęśliwa. Próbuję się uśmiechać. Ale to już się nie udaje. Nawet przy ludziach chce mi się płakać. A dlaczego? Bo miłość mnie zdradziła. Bałam się zaufać komukolwiek. Ale kiedy zaufałam, zaczęło znowu wszystko się psuć. I wszystko się zepsuło. Znowu zaufałam nieodpowiedniej osobie. Cholera. Nie chcę się już zakochiwać. To kurewsko boli. Po co mam dawać dostęp komuś do swojego serca, skoro i tak kawałek jego zabierze ze sobą, a ja będę musiała jakoś funkcjonować z myślą, że znów popełniłam błąd? Nie szukałam księcia na białym koniu. Tylko zwykłego chłopaka. Ale widać, że to był błąd. Wolę poczekać już na tego księcia. Bo wiem, że takiego nie spotkam. Więc to wybieram.
Boże, co się ze mną dzieje. Piję kolejny kubek wody, dołuję się piosenkami. Nie mam ochoty na nic. Na nic! Udaję tylko silną. Ale taka nie jestem. Cały czas przejmuję się głupotami, zamiast skupić się na sobie. To wszystko przez te cholerne zakochanie się. Już nigdy nie będę tą samą osobą...


Myślę... myślę, że skoro wszystko jest skończone,
To po prostu powraca w migawkach, wiesz?
To jak kalejdoskop wspomnień.
Po prostu wszystko wraca. Ale on nigdy tego nie robi.
Myślę, że część mnie wiedziała od chwili gdy go ujrzałam, że tak się stanie.
To nie istotne co on powiedział, ani co zrobił.
To było uczucie, które nadeszło wraz z nim.
I szaloną rzeczą jest to, że nie wiem czy kiedykolwiek będę znów czuła w ten sposób.
Ale nie wiem czy powinnam.
Wiedziałam, ze jego świat porusza się zbyt szybko i płonie zbyt jasno.
Ale po prostu pomyślałam, jak diabeł może ciągnąć cię w stronę kogoś kto wygląda jak anioł kiedy się do ciebie uśmiecha?
Może on wiedział to od kiedy mnie zobaczył.
Wydaje mi się, że po prostu straciłam równowagę.
Myślę, że najgorszą częścią tego wszystkiego nie było to, że straciłam jego.
Tylko to, że zgubiłam siebie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz